Przejdź do treści głównej
Para siedzi blisko siebie na drewnianej przystani, odwrócona plecami, podczas gdy wokół nich delikatnie pada śnieg. Oboje mają na sobie ciepłe kurtki, a scena wydaje się spokojna i intymna w zimowej aurze.
13 października 2025

„Ludziom często się wydaje, że skoro dają dzieciom super szkoły i warunki do rozwoju, to nie zdarzy się nic złego. Mam masę klientów z tak zwanej wyższej klasy średniej, którzy przychodzą z nastolatkiem, który leci na dno, a oni mówią 'proszę mi naprawić dziecko’. Tymczasem to, co dzieje się z dzieckiem to tylko objaw problemu całej rodziny.” mówi Anna Prokop, psychoterapeutka uzależnień i współuzaleznienia.

Uzależnienie dziecka nie jest porażką wychowawczą, która spada na rodzinę jak grom z jasnego nieba. To raczej gwałtowna, bolesna erupcja długo tlącego się pod powierzchnią napięcia, problemów z komunikacją, niewyrażonych emocji i często – zapomnienia o sobie. Gdy dziecko zaczyna „lecieć w dół”, naturalnym odruchem rodzica jest rzucić całe swoje życie na szalę, by je ratować. Okazuje się jednak, że ten heroiczny poświęcenie jest nie tylko wyczerpujące, ale paradoksalnie może być też nieskuteczne. Najnowsze badania pokazują, co dzieje się z rodzicami w tej walce, a terapeuci wskazują jedyną możliwą drogę wyjścia: ratowanie siebie, by móc ratować dziecko.

Norweski portret rodzicielskiego cierpienia: życie w stanie ciągłego alarmu

Co konkretnie dzieje się w życiu matki i ojca, gdy ich syn lub córka wpadają w sidła uzależnienia? Odpowiedzi dostarczają wyniki szeroko zakrojonych badań norweskich, opisane w artykule „Jak uzależnienie dziecka wpływa na życie rodziców?”. Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące ponad 18 000 rodziców, których dzieci miały problemy z narkotykami. Obraz, który wyłania się z tych statystyk, jest przejmujący i jednoznaczny.

Przede wszystkim, życie rodziców staje się tożsame z przewlekłym, silnym stresem. Nie jest to zwykłe zmartwienie, ale stan permanentnego alarmu. Rodzice żyją w ciągłym napięciu, wyczuleni na każdy dźwięk telefonu, każdą późniejszą godzinę powrotu do domu. Ten stres ma wymierne konsekwencje zdrowotne. Badania wykazały, że rodzice (szczególnie ojcowie) dzieci z problemami uzależnieniowymi mają znacząco wyższe zużycie leków nasennych i uspokajających. Organizm, nie mogąc poradzić sobie z psychicznym obciążeniem, domaga się chemicznego wsparcia. To pierwszy sygnał, że system obronny rodziciela zaczyna się załamywać.

Kryzys nie ogranicza się jednak do sfery zdrowia psychicznego. Ma on realny, destrukcyjny wpływ na całą strukturę życia. Norweskie badania pokazują, że rodzice w takiej sytuacji częściej doświadczają poważnych problemów finansowych oraz utraty zatrudnienia. Koncentracja na tragedii dziecka, nieobecności w pracy spowodowane wizytami w szpitalach, sądach czy po prostu psychicznym wyczerpaniem, prowadzą do zawodowego rozchwiania. Krąg się zamyka: stres zdrowotny pogłębia problemy finansowe, a te generują kolejny stres, odbierając rodzinie resztki poczucia bezpieczeństwa i stabilności.

Najbardziej ponurym wnioskiem z badań jest fakt, że ten stan nie mija szybko po tym, jak dziecko wkroczy na ścieżkę zdrowienia. Negatywne skutki utrzymywały się u rodziców przez wiele lat, nawet gdy sytuacja dziecka się stabilizowała. Uzależnienie zostawia więc głęboki, trwały ślad nie tylko na życiu dziecka, ale i na życiu tych, którzy próbowali je ratować za wszelką cenę.

Pułapka współuzależnienia: gdy ratowanie staje się częścią choroby

Dlaczego ten poświęcający wszystko heroizm tak często okazuje się bezskuteczny i wyniszczający? Anna Prokop w swoich cytatach dotyka sedna problemu, którym jest współuzależnienie i utrata własnego „ja”.

Rodzic, skupiając całą swoją energię, uwagę i emocje na dziecku, stopniowo przestaje istnieć jako autonomiczna jednostka. „Ciągłe śledzenie drugiej osoby, albo krążenie myślami przy chorym partnerze czy rodzicu niczego nie zmieni” – mówi terapeutka. To brutalna prawda. Obsesyjna kontrola, wieczne zamartwianie się, rezygnacja z własnych potrzeb, pasji i kontaktów społecznych nie powstrzymują dziecka przed sięganiem po substancje. Wręcz przeciwnie – mogą je utrwalać. Dlaczego? Ponieważ:

  1. Odbierają dziecku odpowiedzialność. Gdy rodzic przejmuje wszystkie konsekwencje działań dziecka (spłaca długi, kłamie w szkole, usprawiedliwia nieobecności), dziecko nie doświadcza negatywnych skutków swojego postępowania, a więc nie ma motywacji, by je zmienić.
  2. Utrwalają chorobliwą dynamikę. Rodzic staje się „ratownikiem”, a dziecko „ofiarą”, co jest klasyczną triadą współuzależnienia. Ta rola daje rodzicowi chwilowe poczucie celu, ale uniemożliwia zdrowy dystans i realną pomoc.
  3. Prowadzą do wypalenia. Jak pokazują norweskie badania, organizm i psychika rodzica mają swoje granice. Próba bycia niezniszczalnym opoką kończy się zazwyczaj załamaniem psychicznym, fizycznym lub finansowym.

„Być przydatnym”

Jak zatem przerwać ten błędny krąg? Anna Prokop nie oferuje łatwych rozwiązań, ale daje realistyczny, pełen ludzkiej życzliwości plan działania, który jest jedyną sensowną odpowiedzią na wyniki badań naukowych.

Kluczem jest porzucenie toksycznego paradygmatu perfekcji. „Ważne jest też, by szukając rozwiązania z kryzysowej sytuacji nie oczekiwać, że uda nam się z nią poradzić wzorowo. Nie ma czegoś takiego, jak perfekcyjne wyjście z kryzysu. Próby bycia wzorem na każdym polu, gdy wali nam się świat, są zabójcze” – mówi Prokop. To przyzwolenie na niedoskonałość jest rewolucyjne. Pozwala odetchnąć, zdjąć z siebie potworny ciężar niemożliwego do spełnienia ideału.

Zamiast tego terapeutka proponuje strategię mikro-kroków skierowanych na samego siebie. Nie chodzi o egoistyczne porzucenie dziecka, ale o uznanie, że rodzic jest najważniejszym narzędziem pomocy, a zaniedbane, wyczerpane narzędzie jest bezużyteczne. „Spotykanie się z ludźmi, wywiązywanie się z zadań zawodowych, dbanie o higienę życia, czyli sen, jedzenie. To może wydawać się z jednej strony banalne, a z drugiej nie do wykonania, kiedy dziecko nam ucieka z domu. Jeśli choć cząstkę naszej uwagi, poświęcimy temu, by zadbać o inne sfery życia, to już da jakiś efekt.”

Te „banalne” czynności są w rzeczywistości aktem oporu przeciwko totalitarnej władzy, jaką uzależnienie dziecka chce przejąć nad życiem całej rodziny. Pójście do fryzjera, obejrzenie filmu, wypicie kawy z przyjacielem – to nie zdrada. To niezbędna konserwacja silnika, który ma ciągnąć rodzinę przez kryzys. „Oderwanie myśli choćby na chwilę może zaprocentować wewnętrznym wzmocnieniem, dystansem, poczuciem siły i sprawczości. To bardzo ważne” – podkreśla Prokop. Ten dystans jest niezbędny, by przestać reagować paniką i emocjami, a zacząć podejmować przemyślane decyzje.

Ostatecznie, droga do pomocy dziecku wiedzie przez rodzicielską pokorę i łagodność dla siebie. „Znowu przydatna jest pokora: nie wszystko się uda, nie wszystko udźwignę, coś mi umknie. To normalne. Trzeba być dla siebie łagodnym i czujnym na swój stan” – konkluduje terapeutka. Uznanie, że uzależnienie dziecka to problem całej rodziny (jak mówi pierwszy cytat), nie jest przyznaniem się do porażki. To pierwszy, odważny krok do prawdziwego leczenia. To zrozumienie, że aby naprawić złamaną łódź, nie można wylewać z niej wody, stojąc po kolana w oceanie. Trzeba najpierw znaleźć dla siebie stabilny grunt, oparcie w sobie samym i profesjonalnej pomocy. Tylko rodzic, który sam nie tonie, ma realną szansę rzucić dziecku koło ratunkowe i wyciągnąć je na brzeg. „To zabrzmi brutalnie, ale życie toczy się dalej, a my musimy być silni, jeśli chcemy być 'przydatni’.” W tej brutalnej prawdzie tkwi najczystsze źródło nadziei.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Uśmiechnięta kobieta z krótkimi blond włosami siedzi w grupie, kładąc wspierającą dłoń na ramieniu innej kobiety. Dwie inne osoby obserwują i klaszczą w tle, sugerując pozytywną i zachęcającą atmosferę.

Wspólna terapia – różne uzależnienia. Czy to działa?

Kobieta siedzi ze spuszczoną głową i skrzyżowanymi ramionami, wyglądając na przygnębioną. Starsza osoba delikatnie dotyka jej ramienia w pocieszającym geście, trzymając w drugiej ręce schowek, sugerując wsparcie lub sesję doradczą.

Trauma i uzależnienie często współwystępują, a czasem jedno jest tłem drugiego

Mężczyzna bez koszuli zakłada dżinsy z boku łóżka, podczas gdy kobieta w bieliźnie leży na łóżku odwrócona plecami. Ubrania są rozrzucone na podłodze w pobliżu.

Pijani i nieromantyczni. Dlaczego alkohol niszczy intymność?

Mężczyzna biegnie po parku w blasku słońca jesienią

“Dobre nawyki, drobne rytuały potrafią działać jak bufor, który chroni przed powrotem do nałogu”

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.