Przejdź do treści głównej
Kobieta z kręconymi brązowymi włosami i odważnym pomarańczowym makijażem oczu patrzy zamyślona przez okno, opierając dłoń na ustach. Ma na sobie biały top, a w tle widać beżowe zasłony.
19 czerwca 2025

Agnieszka spędziła lata, próbując ratować związek z mężczyzną, którego życie zdominował alkohol.
Każdego dnia mierzyła się z poczuciem winy, stresem i odpowiedzialnością, która nie powinna była
należeć do niej. Dopiero moment, w którym zrozumiała, że gubi siebie i traci kontakt z dziećmi,
zmusił ją do zatrzymania się i szukania pomocy. Dziś opowiada, jak terapia pozwoliła jej odzyskać
własne życie i emocjonalną równowagę, i jak nauczyła się kochać innych, nie zatracając siebie.

Początki, które wydawały się normalne

– „Na początku wszystko wydawało się normalne” – mówi Agnieszka, siadając w salonie z kubkiem
herbaty i wpatrując się w okno. – „Poznaliśmy się, zakochaliśmy się w sobie, życie toczyło się swoim
rytmem. Pił od czasu do czasu, na imprezach, przy okazji spotkań z przyjaciółmi. Nie wydawało mi się,
że to problem. Tłumaczyłam sobie – przecież to tylko zabawa, to nie codzienny problem, a ja przecież
kocham go całym sercem”.

Przez pierwsze lata picie partnera było sporadyczne i społecznie akceptowalne. Agnieszka widziała w
tym sposób na relaks – stres w pracy usprawiedliwiała kieliszkiem wina, a wieczorne spotkania ze
znajomymi to przecież nic złego. Wtedy jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że drobne kompromisy i
wybaczenia, które dawała, stopniowo wciągają w pułapkę emocjonalną.

– „Nie myślałam, że mogę stać się częścią problemu. Z czasem jednak zaczęłam zauważać, że moje
myśli i emocje krążą wokół jego picia. Zamiast żyć swoim życiem, zaczęłam planować każdy dzień w
taki sposób, aby nie wywołać konfliktu ani niepotrzebnego napięcia. To były subtelne zmiany, ale
powoli gubiłam siebie” – dodaje.

Pierwsze sygnały alarmowe

Z czasem Agnieszka zaczęła dostrzegać pierwsze sygnały, że życie z osobą z uzależnieniem zaczyna jej
ciążyć. Picie partnera coraz częściej wpływało na codzienny rytm dnia, wprowadzało niepokój i
napięcie, które wcześniej ignorowała lub tłumaczyła jako stres zawodowy.

– „Czułam się odpowiedzialna za jego samopoczucie i za to, by wszystko w domu funkcjonowało
poprawnie. Kiedy pił, starałam się go uspokajać, tłumaczyć, organizować, aby wszystko było w
porządku. Było to wyczerpujące, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Wciąż myślałam: jeśli ja się nie
zaopiekuję, coś pójdzie nie tak” – wspomina.

Agnieszka zaczęła powoli rezygnować z własnych potrzeb, hobby i kontaktów z przyjaciółmi,
zastępując je obowiązkami domowymi i próbami kontrolowania sytuacji. Współuzależnienie nie
polegało na piciu – polegało na przejmowaniu odpowiedzialności za cudze życie, co z czasem stawało
się coraz bardziej przytłaczające.

– „Nie wiedziałam, że tak bardzo wciągnie mnie ten mechanizm. Czułam, że bez mojej ciągłej uwagi i
kontroli dom może się zawalić. Dzieci były świadkami napięcia, choć starałam się to ukrywać. Byłam
fizycznie obok nich, ale psychicznie byłam przy nim – przy jego nastrojach, przy jego problemach” –
dodaje.

Głębokie poczucie winy

– „Najgorsze było poczucie winy” – mówi Agnieszka, zakładając ręce na kolanach. – „Kiedy partner
pił, czułam, że to moja wina. Że powinnam była wcześniej zareagować, inaczej postąpić, bardziej go
wspierać. W rzeczywistości próbowałam ratować siebie i dzieci, choć sama nie zdawałam sobie z tego
sprawy”.

Współuzależnienie objawiało się także nadmierną kontrolą, ciągłym analizowaniem zachowań
partnera i przewidywaniem problemów zanim one się pojawią. Agnieszka przestawała ufać własnej
intuicji i ignorowała własne emocje. Jej życie kręciło się wokół alkoholu partnera, zamiast jej
własnych potrzeb.

– „Byłam jak w matni. Kochałam go, chciałam, aby się zmienił, a jednocześnie gubiłam siebie. Nie
miałam siły na własne marzenia, na własne życie. Każdy dzień był powtarzającym się cyklem:
kontrola, uspokajanie, poczucie winy, wyczerpanie. Dzieci zaczęły zauważać moją nieobecność, ale janie potrafiłam tego zmienić” – mówi.

Punkt przełomowy

Moment przełomowy przyszedł pewnego wieczoru, gdy partner po raz kolejny wrócił pijany, a dzieci
były już w łóżkach. Agnieszka siedziała sama w kuchni, odczuwała narastający chaos w myślach i
nagle poczuła strach o siebie i o rodzinę.

– „Nie było kłótni ani dramatycznej awantury. Było ciche, bolesne uderzenie w świadomość – nagle
dotarło do mnie, że mogę stracić siebie, dzieci mogą cierpieć, a nasze życie może się rozsypać.
Zrozumiałam, że muszę zatroszczyć się o siebie i rodzinę, zanim będzie za późno” – mówi.
Ten moment stał się punktem wyjścia do zmiany. Agnieszka zaczęła szukać wsparcia – najpierw w
literaturze, potem w grupach wsparcia dla osób z tzw. współuzależnieniem, a w końcu na terapii
indywidualnej.

Terapia jako lustro

– „Terapia była jak lustro. Zobaczyłam w sobie mechanizmy, które powielałam przez lata” – opowiada
Agnieszka. – „Zrozumiałam, że poczucie winy, nadmierna odpowiedzialność i próby kontroli były
reakcją na alkohol partnera, ale też moją własną strategią przetrwania z dzieciństwa. Nigdy wcześniej
nie przyglądałam się temu tak szczegółowo”.

Na terapii uczyła się dostrzegać swoje emocje, nazywać je i przyjmować. Dowiedziała się, że nie jest
odpowiedzialna za każdy kieliszek i uczucia partnera. Współuzależnienie to choroba relacyjna –
kochała i chroniła, ale w sposób, który szkodził jej samej.

– „Najtrudniejsze było pozwolić sobie na emocje: złość, smutek, bezradność. Przez lata tłumiłam je,
myśląc, że muszę być silna dla wszystkich – dla partnera, dzieci, pracy. Terapia nauczyła mnie, że
emocje są częścią życia, a nie zagrożeniem” – dodaje.

Pierwsze zmiany w codzienności

Dzięki terapii Agnieszka zaczęła wprowadzać zmiany w codziennym życiu: uczyła się stawiać granice,
odmawiać w sposób asertywny, dbać o własne potrzeby i regenerację. Zaczęła uczestniczyć w życiu
dzieci w sposób świadomy, a nie tylko wykonując obowiązki domowe.

– „Po raz pierwszy od lat poczułam, że mam prawo do własnych decyzji i emocji. Mogę być obecna
dla dzieci, ale nie za cenę całkowitego zaniedbania siebie. To było odkrycie – że dbanie o siebie nie
jest egoizmem, a warunkiem zdrowej relacji” – mówi.

Granice, które wyznaczyła, pozwoliły również partnerowi zobaczyć, że nie można jej kontrolować ani
obarczać całkowitą odpowiedzialnością. Pojawiła się przestrzeń do rozmowy, a nie do konfliktów.
Wsparcie i nowe strategie

Współuzależnienie wymaga cierpliwości i stałej pracy nad sobą. Agnieszka uczestniczy w terapii
indywidualnej i grupach wsparcia, gdzie dzieli się doświadczeniami i uczy od innych, jak nie powielać
dawnych schematów.

– „Uczę się być w związku obecna emocjonalnie, nie tylko jako ‘opiekunka’. Mówić o
potrzebach i oczekiwaniach, nie wstydząc się, że są moje. Uczę się słuchać i reagować inaczej niż
kiedyś. To proces, który trwa, ale daje nadzieję i poczucie, że życie może być pełniejsze” – mówi.
Agnieszka uświadomiła sobie też, że ratowanie innych kosztem siebie prowadzi do wypalenia
emocjonalnego i zaniku własnej tożsamości. Terapia daje narzędzia do odzyskania siebie – poprzez
granice, świadomość emocji i wsparcie.

– „Nie mogę zmienić jego przeszłości ani jego nawyków. Mogę zmienić siebie i to, jak reaguję. To jest
jedyna rzecz, którą mam w swoim zasięgu. I w tym sensie odzyskuję życie – i siebie – krok po kroku” –
mówi Agnieszka.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Mężczyzna leży na kanapie z ręką zakrywającą oczy, trzymając puszkę. Na piersi ma przewieszony stanik. Wokół niego znajdują się puste butelki, pudełko po pizzy i inny imprezowy bałagan, sugerujący chaotyczne następstwa.

Młodzi dorośli piją więcej alkoholu, gdy łączą go z marihuaną

Młodzi ludzie z alkoholem i telefonami w rękach

„Picie na pusty żołądek” — jak jedzenie wpływa na upojenie i negatywne skutki picia alkoholu

Osoba w niebieskiej koszuli trzyma się za brzuch, a grafika przedstawiająca przewód pokarmowy jest podświetlona na czerwono, co sugeruje ból żołądka lub jelit.

Mikrobiom jelitowy a choroby wątroby związane z alkoholem. Wyniki badań

Ręka trzyma dużą wycinankę z papieru w kształcie dymka, przedstawiającą szkic ludzkiej głowy z profilu z mózgiem w środku i rozchodzącymi się od niego liniami, a wszystko to na różowym tle.

Oto, co się dzieje w mózgu dzień po upiciu się. Nawet jeśli nie czujesz kaca

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.