Znaj ryzyko - kampania społeczna

Jak rozmawiać z dzieckiem o alkoholu?„Ważne jest kształtowanie relacji z naszymi dziećmi. Nie w układzie, w którym to rodzic jest wyłącznym dysponentem i rozstrzyga o potrzebach dziecka. Należy pamiętać o tym, że każdy dorastający człowiek będzie eksperymentował z różnymi substancjami, niezależnie od tego, co mu powiemy. Na to, jak będzie wyglądała inicjacja alkoholowa dorastającego człowieka i jakie będą jej konsekwencje, decydują wcześniejsze lata jego życia”. O efektywnej rozmowie z dziećmi i procesie kształtowania w nich prawidłowych postaw względem alkoholu oraz o tym, za co my, jako rodzice, jesteśmy odpowiedzialni, opowiada psycholog i psychoterapeuta Jarosław Mirkiewicz.

Redakcja: Kiedy jako rodzice powinniśmy podjąć z dziećmi pierwsze rozmowy dotyczące spożywania alkoholu?

Jarosław Mirkiewicz: To pytanie jest związane z kwestią kształtowania postaw względem obcowania z alkoholem, spożywania alkoholu i świadomości, czym jest ta substancja. Zasadniczym czynnikiem kształtującym taką postawę jest to, jak opiekunowie czy rodzice funkcjonują z alkoholem. Bo dziecko wzrasta przecież w otoczeniu, w którym ta substancja w jakimś zakresie funkcjonuje. I poprzez obserwację uczy się, czy alkohol w życiu rodziny to marginalny dodatek i jeden z elementów towarzyszący jakimś szczególnym wydarzeniom, czy też jest stałym repertuarem zachowań rodziców i służy do codziennego radzenia sobie z różnymi sytuacjami czy trudnościami. Tak jest w przypadku osób uzależnionych od alkoholu. I dziecko, wzrastając w takim środowisku, nie jest informowane wprost, nikt mu nie tłumaczy „o co chodzi z alkoholem”. Ono obserwuje i przez całe lata uczy się pewnej „oczywistości”.

Czyli mówimy o pewnym  procesie dorastania, dojrzewania, wyrabiania w młodym człowieku pewnych postaw. Więc tak naprawdę zaczynamy rozmawiać w momencie, w którym dziecko już „coś wie”, bo nas obserwuje i rozumie…

J.M.: Temat rozmów o alkoholu czy też profilaktyki jest takim tematem, o którym się z młodymi ludźmi rozmawia, kiedy oni mają kilkanaście lat. Czyli wtedy, gdy faktycznie mogą się z taką substancją zetknąć. I problem polega na tym, że kiedy my chcielibyśmy rozmawiać z naszymi nastoletnimi dziećmi na temat alkoholu, to nasze dzieci wchodzą wówczas w zupełnie naturalny etap rozwoju, w którym są coraz mniej zainteresowane naszymi „mądrościami”… Chcę przez to powiedzieć, że uświadamianie i tłumaczenie, czym jest alkohol, jest jedynie swego rodzaju potwierdzeniem tego, co dzieci już wiedzą. Tego, czego dowiedziały się w swoim życiu poprzez właśnie obserwację i życie w jakimś „naturalnym” środowisku.  Dlatego sceptycznie podchodzę do tego, że powiedzmy 13-, 14- czy 15-letni człowiek ukształtuje swoją postawę wobec alkoholu po tym, co mu powiedzą rodzice.

Zatem skoro sami spożywamy alkohol – mniej lub bardziej okazjonalnie, jak możemy zbudować swoją wiarygodność?

J.M.: Wiarygodni jesteśmy wtedy, gdy mówimy to, co sami robimy. I jeżeli mówimy, że alkohol jest substancją dla ludzi dorosłych, towarzyszy specjalnym okazjom, jest jednym z wielu elementów, to jesteśmy wiarygodni, jeśli sami w takim „układzie” funkcjonujemy. Natomiast jeżeli próbujemy tłumaczyć coś, co się kłóci z naszą postawą i sposobem funkcjonowania, to dla młodzieży jest to element, który będzie działał na nich negatywnie i zniechęcająco. Będzie budził ich złość i frustrację, bo młodzi dorastający ludzie są niezwykle wyczuleni na płaszczyźnie hipokryzji czy niespójności i niewiarygodności. Jeśli przykładowo rodzic pali papierosy i tłumaczy dziecku, że to jest strasznie i nie powinno się tego robić, to dla nastolatka jest to komunikat, który wywołuje irytację.

Jak ma się do powyższego sytuacja w której czasami „po prostu” pijemy piwo – bo jest gorąco, bo jesteśmy zmęczeni po pracy itp.? I co np. gdy jest to piwo bezalkoholowe.?

J.M.: Oczywiście – picie piwa „dla przyjemności” może mieścić się właśnie w szerokim spektrum „normalnego” obcowania z alkoholem, podobnie jak okazjonalne picie wina do kolacji czy szampana na wyjątkowe okazje. Problem pojawia się wtedy, kiedy picie piwa lub innego alkoholu staje się codzienną rutyną któregoś członka rodziny i jest konsumowane niezależnie od chwilowych chęci spowodowanych np. gorącą aurą. Piwo bezalkoholowe w percepcji dziecka jest jednak najczęściej postrzegane podobnie, jak napój alkoholowy.

Na jakimś etapie jednak dochodzi do rozmowy o alkoholu… Jakim językiem rozmawiać z dzieckiem?

J.M.: Z jednej strony naszą rolą jest uświadamianie i mówienie o oczywistych zagrożeniach wynikających ze spożywania alkoholu. I jest to kluczowe, aby wyjaśnić, że jest to substancja dla dorosłych, ponieważ należy osiągnąć odpowiednią dojrzałość, aby umiejętnie reagować i radzić sobie z taką substancją. Na pewno warto mówić o tym, że spożywanie alkoholu przez osoby niedojrzałe jest niebezpieczne dla ich zdrowia somatycznego, ale także jest niebezpieczne w kontekście ich zachowań. Z drugiej strony – musimy mieć świadomość, że jeśli rozmawiamy o alkoholu, to nasze rozmowy nie spowodują, że dorastający człowiek odroczy inicjację alkoholową do np. 19. roku życia, tylko dlatego, że my mu tak powiemy. Naszą rolą jest to, aby tłumaczyć i uświadamiać. Możemy zakazywać, ale tłumacząc czemu to robimy. Jednocześnie z tyłu głowy musimy wiedzieć i zakładać, że te zakazy najprawdopodobniej zostaną złamane i że do pewnego stopnia takie złamanie zakazu jest normalne dla okresu adolescencji. Jako rodzice musimy mieć świadomość, że w kontekście wieku rozwojowego, jakim jest okres dorastania, im więcej będziemy zakazywać i stawiać ograniczeń, tym mniej uzyskamy. Dziecko będzie te granice przełamywać.

Czy oprócz samych rozmów powinniśmy podejmować jeszcze jakieś inne działania? Czy np. to, że zaczniemy drążyć, dopytywać, dowiadywać się o związkach dziecka z alkoholem nie będzie przejawem braku zaufania?

J.M.: Odradzałbym podejmowanie takich kroków. Jeżeli mamy dobrą relację z dzieckiem i ogólnie funkcjonuje ono dobrze, to nawet jeżeli zetknie się z towarzystwem, w którym spożywa się alkohol i samo spróbuje, to nie będzie istniało duże ryzyko, że dziecko „popłynie”. Zwykle tak się dzieje, gdy młodzi ludzie chcą się nadmiernie przypodobać lub zaimponować swoim rówieśnikom poprzez demonstracyjne wchodzenie w świat dorosłości. Jeżeli dziecko będzie wiedziało, że ma naszą akceptację i że jest akceptowane przez innych ludzi nie dlatego, że im imponuje, tylko dlatego, że jest wartościowym i szanowanym człowiekiem, to nie wykształci w sobie nadmiernej potrzeby imponowania rówieśnikom. Wówczas będziemy mogli spokojnie zakładać, że nawet jeśli alkohol się pojawi w jego młodym wieku, to będzie to incydent i nie stanie się instrumentem w budowaniu pozycji w grupie. Uważam, że jeżeli z dzieckiem fajnie się dogadujemy i mamy dobrą relację, jesteśmy dobrze funkcjonującą rodziną, to kontrolowanie, sprawdzanie i weryfikowanie jest zaprzeczeniem tego, na co pracujemy przez cale lata, kiedy chcemy rozwijać w człowieku odpowiedzialność. Kontrolowanie i sprawdzanie ma sens wtedy, gdy widzimy niepokojące zachowania – wówczas należy reagować. To że nasze dziecko zetknie się z towarzystwem, w którym może pojawić się alkohol,  nie jest jeszcze wystarczającym powodem, aby wdrażać strategie kontroli. Bo dziecko w ten sposób buduje swoją tożsamość – niezależność i odrębność od nas. Jednocześnie chce mieć swoją intymność oraz nasze zaufanie.

Co powinniśmy robić, jeśli zaobserwujemy, że dziecko spożywa alkohol? Nie możemy przecież udawać, że tego nie widzimy, nawet jeśli jest to incydent w zdrowej i prawidłowo funkcjonującej rodzinie… Jak wówczas reagować?

J.M.: Ja bym rozpoczął taką rozmowę od wyjścia z bardzo jasnym komunikatem, że kieruje nami troska i chęć zadbania o nasze dziecko, aby nie doświadczyło niebezpieczeństwa. Ta rozmowa nie służy temu, aby wyrażać swoje pretensje czy wprowadzać jakieś bolesne dla dziecka konsekwencje lub ograniczenia. Nie sądzę, czy jest sens, aby szczegółowo wypytywać dziecko, jakie były okoliczności zdarzenia. Jeśli jest to osoba poniżej 18. roku życia na pewno wyraźnie powiedziałbym, że jest to nielegalne. Że jest to moment, w którym wkracza ono w obszar zachowań ryzykownych. I że z tym mogą wiązać się różnego rodzaju konsekwencje. I na tym warto się skoncentrować – bez pretensji czy wzbudzania poczucia winy. Stosując język troski wyślemy dziecku wyraźny komunikat: następnym razem, gdy będzie ono w takiej sytuacji, przyjdzie do domu i będzie pod naszą opieką i kontrolą. Bo chcąc uniknąć „prania głowy” przez rodziców i sytuacji konfliktowej, będzie po prostu „uciekało”.

Co w sytuacji, kiedy obserwujemy, że dziecko może mieć już problem z alkoholem – nadużywa go lub nawet jest uzależnione? Jak wówczas powinny wyglądać nasze rozmowy?

J.M.: Jeżeli jesteśmy dobrze funkcjonującą rodziną, to zapewne zaniepokoimy się taką sprawą dużo wcześniej, niż będziemy mogli podejrzewać uzależnienie. Jeśli jednak widzimy, że na skutek różnych splotów dziecko weszło w jakiś ryzykowne środowisko, to zacząłbym od tego, o czym mówiłem wcześniej, czyli rozmowy językiem pełnym troski o bezpieczeństwu dziecka. A jeżeli ta sytuacja nie będzie ulegała zmianie i będzie nas to niepokoiło, to absolutnie możemy oczekiwać od dziecka tego, aby rozważyło ograniczenie kontaktów z takim środowiskiem i zapowiedzieć, że jeśli to się nie wydarzy, to będziemy musieli zareagować.

Poza przekazywaniem informacji o konsekwencjach, które mogą się wydarzyć i kroków, które możemy podjąć, warto byłoby porozmawiać z dzieckiem również o tym, dlaczego temat alkoholu jest tak ważny. Nastawiałbym się na zrozumienie sytuacji i tego, co dzieje się w danej grupie niż od razu na ostre wchodzenie w nią. Odradzałbym kategoryczne ruchy, zakładając, że jesteśmy z dzieckiem na tyle blisko, że widzimy pierwsze niepokojące symptomy. Spróbujmy zrozumieć, dlaczego dla tej grupy alkohol jest tak ważny i dlaczego dla naszego dziecka tak ważna jest ta grupa.

A jeśli rozmowa nie przyniesie efektu, to jakie kroki jako rodzice możemy jeszcze podjąć?

J.M.: W takiej sytuacji poinformujmy dziecko, że podejmiemy kontakt z rodzicami pozostałych członków grupy. Bo tak naprawdę, jeśli mamy taki „problem na talerzu”, to wówczas nie jest to tylko problem naszego dziecka i nasz, ale problem całej grupy. I bez nawiązania relacji z innymi rodzicami będzie nam trudno dokonać zmiany. Sugerowałbym więc zapowiedzenie dziecku, że coś takiego zrobimy i dążyć do spotkania z innymi rodzicami, ponieważ wspólnie chcemy zastanowić się nad tym, jak tą kwestią dalej pokierować, bez potrzeby rozwiązywania grupy.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Jarosław Mirkiewicz – psycholog i certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Absolwent Uniwersytetu SWPS i 4-letniej szkoły psychoterapii Centrum CBT w Warszawie. Swoje doświadczenie zawodowe rozwijał w trakcie praktyki klinicznej w II Klinice Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a także jako prowadzący regionalną Specjalistyczną Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną Centrum Edukacji Artystycznej. W pracy klinicznej wykorzystuje także podejścia terapii schematu, terapii akceptacji i zaangażowania oraz mindfulness. Doświadczony doradca rodziców w tematyce wychowawczo-rozwojowej.

Napisz komentarz

Przejdź do treści