Znaj ryzyko - kampania społeczna

rodzina dysfunkcyjna„Jest wiele przyczyn uzależniania się. Rozpatrujemy je w wymiarze społecznym, kulturowym, biologicznym czy emocjonalnym. Każdy z nich może mieć swój początek w dzieciństwie” – Anna Prokop, psycholog i certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, dokonuje analizy aspektu rodzinno-społecznego i jego wpływu na proces uzależniania. Jak rodzina dysfunkcyjna sprzyja wchodzeniu w uzależnienie?

 

Redakcja: Zacznijmy od podstaw. Czym jest uzależnienie?

Anna Prokop: Uzależnienie to nabyty stan zaburzenia zdrowia psychicznego i fizycznego, który charakteryzuje się okresowym lub stałym przymusem wykonywania określonej czynności lub zażywania psychoaktywnej substancji chemicznej. Współczesna psychologia traktuje pojęcie „uzależnienie” szeroko i zakłada, że może ono obejmować także inne czynności, nad wykonywaniem których dana osoba utraciła kontrolę.

Dlaczego ludzie się uzależniają?

Nie bagatelizuję wpływu temperamentu czy innych czynników społeczno-kulturowych jako istotnych w wyjaśnianiu uzależnień. Wpływ rodziny i zasad w niej panujących ma jednak istotny wpływ na skłonność do poszukiwania zachowań ucieczkowych czy nadużywania substancji psychoaktywnych.

Rodziny dysfunkcyjne mają swego rodzaju „charakterystyczne cechy”, które warto przeanalizować pod kontem wpływu na powstawanie tendencji uzależnieniowych. Pokaże to, w jaki sposób w rodzinie dysfunkcyjnej rozwija się osobowość człowieka.

Rodzina dysfunkcyjna jako system ma różne typowe cechy. Na jaką pierwszą cechę rodziny dysfunkcyjnej zwróciłaby Pani uwagę?

W rodzinach dysfunkcyjnych zadaniem dzieci jest opieka nad rodzicami. Kiedy rodzic nie jest dojrzały, oznacza to, że nie bierze on odpowiedzialności za swoje decyzje, nie potrafi zarządzać odpowiednio swoimi emocjami, życiem, jest nieporadny i obarcza swoje dziecko odpowiedzialnością za wszystko. Za swoje emocje, za wybory, za problemy. Zdarza się, że niedojrzały rodzic wypłakuje się, skarży i obciąża dziecko swoimi problemami. Opowiada mu o swoich intymnych problemach, wciąga w konflikty małżeńskie. Wyręcza się dzieckiem w przypadku spraw, które dotyczą dorosłych.

W takich przypadku dziecko nie ma przestrzeni, aby uczyć się kontaktu ze swoimi emocjami i potrzebami. W przyszłości nie będzie miało z nimi kontaktu i nie będzie umiało ich wyrażać. Będzie przedkładać dobro innych nad własne. Może łatwo ulegać manipulacjom innych. Mimo, że będzie przeżywało całą gamę uczuć i potrzeb, to będą się one objawiać jako jeden wielki stres, zaburzenia lękowe czy też inne problemy psychiczne, a to zmniejszy możliwości zaradcze i pogłębi proces wikłania się w nieadaptacyjne sposoby radzenia sobie.

O dzieciach, które wychowują się np. w rodzinach w problemem alkoholowym często mówi się, że są nad wyraz dojrzałe. Czy takie rzeczywiście są?

Rodzina dysfunkcyjna ma tę cechę, że wymaga się od dziecka demonstrowania psedodojrzałości lub dziecinności, w zależności od potrzeb systemu.

Wartość dziecka nie jest bezwarunkowa. Ma ono spełnić niezaspokojone potrzeby rodziców z ich dzieciństwa, ma wspomóc system, uzupełnić brakujący element relacji itd. Więc kiedy jest już „gotowe” dostaje kolejne, przekraczające, zlecenia, np. pomocy przy pijanym członku rodziny, wsparciu dorosłego, który jest ofiarą, dodania wagi rodziny przez swoje osiągnięcia. Znajomo brzmiące wspomnienie „tata chwalił się mną, ale nie mnie” pokazuje stosunek do wartości dziecka, jako celu podniesienia własnej wartości.

W tego typu rodzinach daje się dzieciom odczuć, że są nic nie warte i nie zasługują na miłość. Osoby używane przez system w dzieciństwie, wartościowane, wynoszą głód uznania, miłości, docenienia. Rozpoczynają w dorosłości, a nawet tuż przed, rozpaczliwą pogoń za tym, co miało się stać wcześniej. Stają się w ten sposób łatwym łupem dla krętaczy, manipulantów, sekt. Przysłowiowe złote jabłko dla najlepszego pracownika roku staje się celem uświęcającym środki. Niestety na mecie, oprócz jabłka, dana osoba spotka się z rozczarowaniem, gdyż nigdy nie dostanie tego, co miało nastąpić dawno, dawno temu.

A jak wygląda komunikacja w takich domach?

Często komunikaty mają podwójne znaczenie. Wprowadzają zamieszanie i wymagają domyślania się. Rodzice mówią co innego, niż myślą. Przyczynia się do powstawania chaosu i zagubienia w dziecku. Rodzice są skonfliktowani nie tylko ze sobą nawzajem, ale i ze sobą osobiście, tłumią wewnątrz siebie wiele niewyrażonych uczuć z przeszłości, zablokowanych przeżyć czy niezaspokojonych potrzeb. Bywa, że w jednym zachowaniu lub komunikacie przekazują nieświadomie informacje wielopoziomowe, do których nie można się odnieść i odpowiedzieć.

Jak to się może przejawiać? 

Może to być niespójny ton, nieobecny wzrok, nieadekwatna postawa ciała względem słyszanego komunikatu. Jeśli tak jest, to dziecko będzie obiektem kontenerowania traum, niezaspokojonych potrzeb, niewyrażonych emocji. To wszystko przyczynia się do wchodzenia w dorosłość nie tylko ze sobą, ale i z uwewnętrznioną przeszłością poprzednich pokoleń. Taka komunikacja prowadzi do powstawania braku zaufania do siebie, świata i do innych. To z kolei może się przyczyniać do rozrastającego się lęku. Niestety osoby, które wychowały się w takim systemie komunikacyjnym, same też będą mówiły – jak to określiła jedna z moich pacjentek – „po chińsku”, a to skaże taką osobę na tworzenie relacji tylko z podobnymi osobami.

Jakie inne cechy rodzin dysfunkcyjnych warto zaznaczyć?

W rodzinach dysfunkcyjnych dziecko jest zawstydzane, niepoważnie i przedmiotowo traktowane, w zależności od potrzeb systemu.

Jest taka zasada w wychowywaniu czy jakimkolwiek budowaniu relacji z inną osobą – „odróżniaj człowieka od zachowania”. W dysfunkcyjnym systemie tak nie jest. Niedojrzały rodzic nie potrafi objąć swojego dziecka miłością bezwarunkową, niezbędną do prawidłowego rozwoju. Krytyka, niezadowolenie, złość przechodzą we wrogość do osoby dziecka, a nie w stosunku do jego zachowania. Dziecko może być pogardzane, odtrącane i porzucane. Często daje mu się odczuć, że nie takie miało być, że ktoś inny jest lepszy, że jest na niego plan bez uwzględnienia jego gotowości, możliwości i potrzeb. Po takim „przygotowaniu” do dorosłego życia człowiek będzie miał zaniżone poczucie własnej wartości lub negatywne poczucie wartości. W momencie, kiedy darzymy się wrogością, nie szanujemy swojej osoby, to nie zależy nam na dbaniu o siebie, a raczej dążymy do samounicestwienia i samozagłady. Przedmiotowe traktowanie nie wyposaża w wiarę w siebie i miłość do własnej osoby. Ktoś, kto nie kocha siebie, będzie robił sobie krzywdę. Jest to smutne, ale prawdziwe.

W rodzinach dysfunkcyjnych zamazane są także granice prywatności.

Często są wręcz niszczone i przekraczane. Granice prywatności, to moja integralność, tożsamość, godność, wszystko co mnie dotyczy. To samoświadomość, kontakt ze sobą, znajomość swoich praw, akceptacja swoich uczuć, świadomość potrzeb, odróżnianie siebie od otoczenia.

To wszystko nie może zaistnieć, jeśli opiekunowie nie szanują granic dziecka, jeśli przekraczają je i nie dają prawa do ich tworzenia.

Kiedy mówimy o przekraczaniu granic?

Wówczas, gdy wprowadzamy dziecko w sprawy przekraczające zasoby poznawcze i emocjonalne. Narażamy je na dostęp do informacji i przeżyć nadmiernie obciążających system emocjonalny. Oczywiście przekraczanie granic wiąże się z nadmiernym kontrolowaniem życia dziecka, można rzecz „żyjemy życiem dziecka”, ale też „używaniem dziecka” w celu polepszenia swojego nastroju.

Jeśli dziecko nie czuje, gdzie się „zaczyna”, a gdzie „kończy”, żyje po omacku i nie potrafi wyznaczać sobie i innym granic.

A co z uczuciami w rodzinach dysfunkcyjnych?

Uczucia są przedmiotem agresji, ośmieszenia i dlatego są tłumione. Uczucia są nieznanym językiem. Dorośli nie umieją ich przeżywać, nazywać i wyrażać. Jeśli już wyrażają, to robią to w sposób rozhamowany, agresywny, nadmiarowy. Jeśli dziecko w systemie niedojrzałym przeżywa swoje emocje, będzie zastraszane, wyśmiewane lub – znów – „zapieszczane”, aby nie wzbudzać dyskomfortu w rodzicach. System opresyjny zachęca do tłumienia, odcinania się, zamrażania, dysocjowania itd. Tworzy osoby niezdolne do radzenia sobie w przyszłości z emocjami. W dorosłości osoby, które wychowywały się w takim systemie, za wszelką cenę będą chciały nic nie czuć, zaburzając swój pierwotny, niezbędny do życia, instynkt samozachowawczy.

W takich rodzinach dzieci same się wychowują, najlepiej jak potrafią. Dzieci są pozostawiane same w krytycznych dla ich rozwoju momentach życia. Nie ma nikogo, kto mógłby służyć oparciem i być autorytetem. Nie dostają jasnych, konsekwentnych wskazówek, jak postępować. Rodzina dysfunkcyjna jest często niestabilna, zasady są przekazywane od przypadku do przypadku, w zależności od obecnej sytuacji. Problemy dorosłych są na tyle angażujące, że nie ma miejsca na wychowywanie dzieci. Wygląda to tak, że wychowanie jest raczej potrzebą szybkiego pozbycia się kłopotu, niż poświęceniem uwagi na wgląd w potrzeby dziecka. Rozpiętość działań przypadkowych i niewychowawczych jest bardzo szeroka, począwszy od skrajnego zaniedbania przez przemoc w stosunku do dzieci, a skończywszy na „zapieszczaniu”. O ile dwa pierwsze sposoby są często przytaczane, a co za tym idzie – znane, o tyle termin „zapieszczanie”, który stworzyłam na potrzeby wyjaśnienia tej dysfunkcji, już nie.

Czytaj też: DDD – co to znaczy być dorosłym dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej?

W jaki sposób „zapieszczanie” może być dysfunkcyjne?

W niedojrzałym systemie źle się dzieje nie tylko w widoczny dla ogółu sposób. Często niedojrzałość systemu jest społecznie akceptowana, a nawet wzmacniana przez podziw, pochwały i wzór do naśladowania. Znany termin „wychowanie bezstresowe” może być wykorzystywane jako racjonalizacja braku umiejętności wychowawczych lub niechęci do poświęcenia uwagi i energii w celu uczenia swoich dzieci życia. Ośmielę się powiedzieć, iż moim zdaniem jest to skrajny egoizm mający na celu chronienie się przed trudem przeżywania z dzieckiem trudnych emocji.

Dziecko powinno się uczyć nie tylko brać, ale i odraczać, tracić, mierzyć się z trudnymi doświadczeniami i wynikającymi z tego powodu emocjami, tj. smutkiem, złością, żalem, frustracją, itp. Celem rodzica nie powinno być ani pozostawienie dziecka samego w przeżywaniu tychże emocji, ale także nie odbieranie możliwości przejścia treningu ich przeżywania. Dziecko powinno, na danym etapie życia, przeżywać różne emocje, a towarzyszący mu rodzić – zamiast zaprzeczać, tłumić, odciągać poprzez szybką gratyfikację – powinien tłumaczyć mu te uczucie, jak je przejść, po co się pojawiły, a przede wszystkim – towarzyszyć mu przez cykl powstawania i kończenia się emocji w dziecku. Tylko przy takim treningu emocji człowiek będzie w przyszłości miał oparcie w sobie, a nie na zewnątrz – w używkach, ludziach czy ucieczkowych zrachowaniach.

Z drugiej strony w niektórych domach panuje skrajna surowość.

Owszem – rodzina dysfunkcyjna to często chaos i skrajna surowość, a czasami występują oba warianty naprzemiennie.

Niestety kiedy system jest niezorganizowany, brak w nim stabilnych, trwałych wartości, które przyświecałyby funkcjonowaniu bez względu na okoliczności, odbija się to echem na wychowywaniu dzieci. Można więc stwierdzić, że stosunek do dzieci nie jest przemyślany, logiczny, refleksyjny, a przypadkowy i odzwierciedla potrzeby tylko i wyłącznie systemu i niektórych członków rodziny. Wychowanie tylko z nazwy jest wariantem radzenia sobie z własnymi nieuświadamianymi emocjami. Dziecko staje się odbiorcą frustracji bądź obiektem regulacji osobistych emocji. W takim systemie wychowawczym człowiek uczy się bycia celem do zaspokajania potrzeb innych, ale też modeluje się u niego takie postępowanie w przyszłości, w relacji z innych.

Jak, poza powyższym, może się przejawiać chaos w życiu dysfunkcyjnej rodziny?

Warto powiedzieć również tym, że w dysfunkcyjnych domach przechodzi się od jednego kryzysu do drugiego, a kiedy go nie ma – członkowie rodziny sami go sobie tworzą.

W tym zawiera się też mechanizm nałogowego regulowania uczuć. Już w domu rodzinnym, gdzie normą jest chaos i napięcie, tworzą się podwaliny tegoż mechanizmu. Odwraca się instynkt życia. Wtedy, gdy jest spokojnie, członkowie rodziny przeżywają napięcie, gdyż w przeszłości było to zapowiedzią „ciszy przed burzą”, a kiedy w końcu nastąpi kryzys, to adaptują się, odczuwając ulgę, myśląc, że to już lepsze niż czekać, co będzie. Bardzo przypomina to cykl napięcia u osoby uzależnionej. Odważę się stwierdzić, że mechanizm nałogowego regulowania emocji nie powstaje tylko przy okazji używania substancji, ale dużo wcześniej.

Wychowywanie w rodzinach dysfunkcyjnych, w których panują wyżej omówione zasady i wzorce działania, sprzyjają tworzeniu niedojrzałej osobowości. Nie jest to warunek uzależnienia, ale bardzo ważny, jak nie najważniejszy, czynnik bycia narażonym na uzależnienia w przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Prokop – psycholog kliniczny, specjalistka terapii uzależnień i współuzależnienia. Zajmuje się terapią indywidualną i grupową DDA/DDD/DDRR, depresjami, nerwicami, stresem, fobiami, uzależnieniami, pracą nad najważniejszymi problemami osobistymi, złagodzeniem objawów, poczuciem własnej wartości, uzyskaniem świadomości siebie, swoich zachowań i emocji. Zawodowo była związana z Centrum Zdrowia Psychicznego Wola-Śródmieście przy ul. Mariańskiej 1 w Warszawie. Aktualnie prowadzi Ogólnopolskie Centrum Psychoterapii i Coachingu.

Fot. Katie Gerrard, Unsplash.com

Napisz komentarz

Przejdź do treści