Znaj ryzyko - kampania społeczna

psychotropy„Co do zasady, łączenie alkoholu z lekami jest ryzykowne. Jako przykład można podać ryzyko upadków i urazów przy połączeniu alkoholu z lekami uspokajającymi. Benzodiazepiny na przykład wpływają hamująco na ośrodek oddechowy w mózgu, podobnie działa alkohol – połączenie tych dwóch substancji może być groźne dla życia.” O tym, dlaczego zakaz łączenia leków psychiatrycznych i alkoholu nie jest „zwykłym straszeniem” i jak alkohol wpływa na skuteczność leczenia „psychotropami” mówi lek. Paweł Brudkiewicz, specjalista psychiatra i psychoterapeuta.

Redakcja: Dane wskazują, że rośnie liczba Polaków leczących się psychiatrycznie. Praktycznie każdy zna kogoś, kto zażywa tzw. psychotropy. Z jakimi problemami Polacy najczęściej zgłaszają się do psychiatrów i jakie typy leków są im przepisywane?

Lek. Paweł Brudkiewicz: Zacznijmy od definicji. Leki psychotropowe, tzw. psychotropy, to obszerna grupa leków mających wpływ na mózg i funkcjonowanie psychiki. Wymienia się tu m.in. leki przeciwdepresyjne, przeciwlękowe, nasenne, stabilizujące nastrój, przeciwpsychotyczne i inne. Stosuje się je z podstawowym założeniem, aby zmniejszyć nasilenie przykrych objawów psychicznych (np. uciążliwy lęk) i tym samym poprawić samopoczucie i funkcjonowanie człowieka. Natomiast problemy z jakimi pacjenci zgłaszają się do lekarzy psychiatrów to najczęściej: różne zaburzenia lękowe (dawniej: nerwice), nieradzenie sobie z obciążeniem stresem, niestabilność emocjonalna, depresja, bezsenność, problemy z używkami  i wiele innych. W przebiegu trwającej pandemii COVID-19 wszyscy doświadczamy przewlekłego stresu (o różnym tle), jesteśmy przytłoczeni informacjami o zagrażających treściach, mamy mniej kontaktów społecznych i aktywności ruchowej. Te czynniki osłabiają odporność psychiczną i zwiększają ryzyko wystąpienia problemów emocjonalnych, co widzimy w naszej praktyce – coraz więcej osób poszukuje pomocy psychiatry.

Często, zanim ktoś trafi na poradę do specjalisty psychiatry i rozpocznie właściwe leczenie, „leczy się” na własną rękę za pomocą alkoholu… Jakie mogą być tego skutki dla zdrowia, zwłaszcza psychicznego?

Na wstępie warto zauważyć, że alkohol jest substancją toksyczną. Mimo to jest powszechnie używany, a z „piciem bezpiecznym” zwykle nie wiąże się istotne ryzyko powikłań. Jednak w przypadku „samoleczenia” alkoholem stosowanego przez osoby z problemami psychicznymi, skutki takiego postępowania rzadko są dobre lub neutralne, najczęściej są niekorzystne. Po pierwsze – postawa taka opóźnia skorzystanie ze specjalistycznej pomocy, a każdy problem zdrowotny (w tym z kręgu zdrowia psychicznego) rokuje tym lepiej, im wcześniej zostanie zdiagnozowany, a pacjent otrzyma adekwatne leczenie. Po drugie – alkohol ma działanie lękorodne, depresjogenne i pogarsza jakość i ilość snu. Wprawdzie początkowo człowiek może doznawać ulgi w zakresie odczuwania lęków po spożyciu alkoholu, jednak w dłuższej perspektywie można w takim przypadku spodziewać się nasilenia lękowości. Podobnie jest ze snem i depresją. Po trzecie – przewlekłe spożywanie alkoholu wiąże się z ryzykiem rozwinięcia się uzależnienia, co niezwykle komplikuje sytuację danego człowieka.

Ryzyko wystąpienia depresji u osób nadużywających alkoholu jest dwa razy większe niż w populacji ogólnej. A co wiemy o ryzyku uzależnienia w przypadku picia podczas przyjmowania leków psychotropowych?

Jak wspomniałem, leki psychotropowe to duża i różnorodna grupa substancji. Niektóre z nich same w sobie mają uzależniający potencjał (jak np. benzodiazepiny), a stosowanie ich łącznie z alkoholem nasila tłumiące działanie alkoholu i samego leku. W przypadku ich łącznego przyjmowania można się więc narazić na niebezpieczne powikłania. Co gorsza, w przypadku łącznego przyjmowania alkoholu i benzodiazepin może się rozwinąć uzależnienie od obu tych substancji (tzw. uzależnienie krzyżowe), a wówczas leczenie bywa bardzo trudne i długotrwałe. Warto jednak podkreślić, że większość leków psychotropowych nie uzależnia, a w przypadku pacjentów „samoleczących się” alkoholem jednym z celów psychofarmakoterapii jest ułatwienie pacjentowi odstawienia alkoholu i uchronienie go od powikłań nadużywania, w tym – uzależnienia. Uzależnienie od alkoholu (czy nawet jego przewlekłe nadużywanie) rzeczywiście jest jednym z głównych czynników rozwoju depresji. Gdy dojdzie do takiej sytuacji wskazane jest skupienie się w pierwszej kolejności na problemie alkoholowym.

Alkohol jest depresantem. W pewnym uproszczeniu oznacza to, że nadużywanie alkoholu, wraz ze zwiększaniem częstotliwości picia, powoduje stopniowe obniżanie nastroju. Mógłby Pan wyjaśnić, jak do tego dochodzi?

Alkohol jako substancja toksyczna ma hamujący wpływ na nasz mózg, czyli jak Pani słusznie zauważyła – jest „depresantem”. Początkowe działanie euforyzujące to skutek zahamowania działania psychologicznych mechanizmów kontroli zachowania. To dotyczy niewielkich dawek alkoholu, używanych okazjonalnie. Jednak bardziej intensywne picie wiąże się z hamowaniem innych mechanizmów naszego mózgu i psychiki, to jest działanie depresjogenne na poziomie neurofizjologicznym. Początkowe działanie euforyzujące lub „odprężające” może skłaniać do dalszego „samoleczenia”, przez co mogą ulec wzmocnieniu zachowania polegające na sięganiu po alkohol w sytuacjach doświadczania smutku (zamiast działań konstruktywnych i pozwalających na rozwiązywanie problemów). Alkohol wówczas „znieczula” i pozwala nie myśleć o problemach. To daje tymczasową ulgę, ale problemy pozostają, a do tego pojawiają się nowe – związane z nadużywaniem alkoholu (np. trudności w pracy czy w związku). Nadużywanie alkoholu prowadzi również do pogorszenia w zakresie funkcji poznawczych i wywołania/nasilenia lęków, co z kolei może prowadzić do pogorszenia funkcjonowania i samooceny. Nadużywanie alkoholu pogarsza też jakość i ilość snu, a deficyt w tym zakresie jest dobrze poznanym czynnikiem ryzyka depresji. Poza tym, przewlekle niewyspany człowiek jest bardziej nerwowy i „napięty”, gorzej sobie radzi, co może prowadzić do niepowodzeń i frustracji. Ostatecznie możemy mieć efekt „błędnego koła” – alkohol coraz słabiej „znieczula”, a problemów przybywa.

Zatem jeśli nadużywanie alkoholu obniża nastrój, to czy stosowanie leków przeciwdepresyjnych przez pacjenta ze zdiagnozowaną depresją, który jednocześnie pije alkohol, będzie miało sens i leczenie będzie skuteczne?

W przypadku osób z depresją, które nadużywają alkoholu, ważna jest zależność przyczynowo-skutkowa pomiędzy tymi zjawiskami; od tego zależy sposób leczenia. Jeżeli picie jest przejawem „samoleczenia” depresji, to skuteczna psychofarmakoterapia (w połączeniu z psychoedukacją i motywacją do odstawienia alkoholu) zwykle ułatwia opanowanie picia. Czasami przydatna może też być psychoterapia. Pacjenci obserwujący poprawę nastroju czy redukcję leków, zwykle mają mniejsza skłonność do sięgania po alkohol. Gdy dodatkowo znają zagrożenia związane z piciem podczas leczenia, są bardziej skłonni do rezygnacji z alkoholu. Jeśli jednak depresja jest skutkiem długotrwałego nadużywania alkoholu, wówczas w terapii skupiamy się – w pierwszej kolejności – na postępowaniu przyczynowym, czyli proponujemy metody ograniczenia albo wręcz zaprzestania picia. Wówczas zdarza się, że objawy depresyjne się wycofują i psychofarmakoterapia nacelowana na te symptomy nie jest potrzebna. Niestety czasami mamy bardziej złożone problemy i wówczas potrzebne jest leczenie skojarzone i wielospecjalistyczne.

Producenci leków psychotropowych zaznaczają, że „nie zaleca się” ich łączenia z alkoholem. Może dojść do osłabienia działania leczniczego leku, albo – wręcz odwrotnie – alkohol może nasilać działanie leków stosowanych w psychiatrii. Jakie mogą być tego konsekwencje?

Alkohol może działać „synergistycznie” z lekami psychotropowymi o wpływie „uspokajającym”, czyli działanie tych dwóch substancji może się wzajemnie nasilać, prowadząc do senności, nadmiernego uspokojenia, spowolnienia i poczucia „przytłumienia”. To skutkuje pogorszeniem funkcjonowania w różnych obszarach i zwiększa ryzyko powikłań, np. upadków i urazów. Poza tym, alkohol wpływa niekorzystne na wątrobę i między innymi może istotnie zmieniać metabolizm wątrobowy leków (zwiększając lub zmniejszając ich stężenie we krwi). Skutkiem tego efekty psychofarmakoterapii mogą być niekorzystne: dany lek może działać za silnie lub za słabo albo mogą wystąpić nieprzyjemne lub wręcz ryzykowne działania niepożądane.

Niektórzy uważają, że zakaz łączenia leków psychiatrycznych i alkoholu to „zwykłe straszenie”. Jest grupa pacjentów, którzy łączą alkohol i leki psychotropowe i twierdzą, że „nic im nie jest”. Jak Pan to skomentuje? Czy jeśli nawet raz się „nic nie stało” to czy tak będzie za każdym razem?

Nie, to nie jest nieadekwatne straszenie. Porównałbym to do upadków – im większa wysokość i częstość takich zdarzeń, tym większe jest ryzyko urazów i powikłań. Oczywiście znane są przypadki upadku z wysokości kilku pięter, jedynie z minimalnymi urazami, ale to wyjątki. Zwykle taka osoba doznaje poważnych obrażeń. Co do zasady łączenie alkoholu z lekami jest ryzykowne. Jako przykład można podać ryzyko upadków i urazów przy połączeniu alkoholu z lekami uspokajającymi. Benzodiazepiny na przykład wpływają hamująco na ośrodek oddechowy w mózgu, podobnie działa alkohol – połączenie tych dwóch substancji może być groźne dla życia.

Jak powinna postąpić osoba, która przyjmuje leki psychiatryczne, ale chciałaby się napić alkoholu w związku z jakąś uroczystością? Czy można to zrobić w rozsądny i bezpieczny sposób?

Po pierwsze – może nie pić i nie musi się z tego nikomu tłumaczyć. Jeśli jednak nie może sobie i innym odmówić spożycia alkoholu, a dany lek nie jest bezwzględnym przeciwskazaniem do picia, osoba ta powinna ograniczyć spożycie do minimum. I zawsze wcześniej trzeba się poradzić swojego lekarza psychiatry, który udzieli kompetentnej informacji, z uwzględnieniem danej sytuacji klinicznej i konkretnego leku.

Dziękuję za rozmowę.

Lek. Paweł Brudkiewicz – Specjalista psychiatra, psychoterapeuta. Współpracuje z Centrum Dobrej Terapii.

Skomentuj

Skip to content