osobowość zależna„Podwalinami do uformowania się osobowości zależnej jest bycie wychowywanym przez nadmiernie autorytarne bądź nadopiekuńcze osoby. Oba te style przyczyniają się do poczucia własnej niekompetencji i osłabiają poczucie niezależności, wzmacniając zależność od innych osób.” Jak kształtuje się osobowość zależna? Jaki wpływa mają na to rodzice i dlaczego osobowość zależna jest czynnikiem ryzyka uzależnienia?

Redakcja: Istnieją koncepcje, które wskazują na typy osobowości, które predysponują do uzależnienia.

Magdalena Pachciarek: Owszem. Zacznijmy jednak od tego, czym jest osobowość. To zbiór różnorakich cech, które pozwalają na przystosowanie do pojawiających się sytuacji oraz integrację myśli, uczuć i zachowań. Daje ona jednostce poczucie stabilności. Jest także czymś, co odróżnia ją od innych. Prawidłowo ukształtowana osobowość pozwala na względnie elastyczny styl adaptacji do zmieniających się warunków i okoliczności. Czym więc są zaburzenia osobowości? Oznaczają one usztywniony, czyli jednorodny, sposób reagowania na różnorodne sytuacje. Owa niezmienność reagowania, pomimo zmiennych okoliczności, często powoduje cierpienie u osoby mającej zaburzenia osobowości. Sytuację pogarsza fakt, że przez długi czas osoby te są nieświadome, że to przez co przechodzą jest wynikiem zaburzeń. Szukają jednak sposobów poradzenia sobie z tym cierpieniem. Nałogowe zachowania czy spożywanie alkoholu bądź narkotyków są dla niektórych takim właśnie sposobem.

A co oznacza „osobowość zależna”? Co ją charakteryzuje?

Nazwa tego rodzaju osobowości dosyć dobrze oddaje jej charakterystykę. Osoby z osobowością zależną nadmiernie potrzebują być pod opieką, dążą do podtrzymania relacji za wszelką cenę. W codziennym życiu objawia się to unikaniem podejmowania decyzji i pozwalaniem, by to inni wzięli za nie odpowiedzialność (w skrajnej formie nawet w bardzo prozaicznych sprawach, takich jak na przykład sposób ubierania się), podporządkowaniem swoich potrzeb potrzebom innych. W stosunku do osób, od których są zależne, są uległe i nie stawiają im wymagań. Osoby takie nie podejmują własnych inicjatyw, ponieważ nie ufają własnym osądom i nie wierzą w siebie. Jeśli już je jednak podejmą, to stale potrzebują wsparcia i doradztwa. Wszystko to wynika z lęku przed byciem opuszczonym oraz ogromnego dyskomfortu związanego z poczuciem bezradności i nieumiejętności zatroszczenia się o samego siebie. Spędzanie czasu samemu wiąże się z odczuwaniem niepokoju i zagubienia. Gdy z jakiegoś powodu dana relacja się kończy, osoby takie wchodzą w kolejną. Zanim jednak to nastąpi, to w relacji, w której są, potrafią tolerować negatywne zachowania innych wobec nich, np. poniżanie, agresję i przemoc.

Słuchając Pani mam silne skojarzenia z osobami bliskimi osób uzależnionych.

Owszem, to skojarzenie jest w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę, jak bliscy niejednokrotnie funkcjonują w relacjach z osobami uzależnionymi. Warto jednak zwrócić uwagę, że osobowość jest bardziej stałym sposobem bycia i funkcjonowania w relacjach. Nie każdą z tych osób charakteryzowałaby osobowość zależna. Tzw. współuzależnienie jest sposobem radzenia sobie ze stresem i sytuacją trudną, w której te osoby się znalazły. Pomimo to, że niektóre z cech osobowości zależnej mogą się pokrywać z cechami i zachowaniami osób współuzależnionych, to jednak osobowość to stały konstrukt danej osoby, a nie reakcja na stres. Można wysnuć hipotezę, że osoby o osobowości zależnej będą w związku z uzależnionym bardziej predysponowane do zafunkcjonowania jako współuzależnieni. Jednak nie każda osoba współuzależniona ma osobowość zależną.

Rozumiem. Wróćmy więc do osobowości zależnej. Jak ona się kształtuje?

Wiele czynników ma wpływ na rozwój osobowości. Odnosi się to do czynników biologicznych (temperament) oraz doświadczeń i wcześniejszych relacji. Chciałabym się jednak skupić na tych aspektach środowiskowych. Podwalinami do uformowania się osobowości zależnej jest bycie wychowywanym przez nadmiernie autorytarne bądź nadopiekuńcze osoby. Oba te style przyczyniają się do poczucia własnej niekompetencji i osłabiają poczucie niezależności, wzmacniając zależność od innych osób. Jak to się dzieje? Osoby nadopiekuńcze zgadują wszelkie potrzeby dziecka. Jest to oczywiście niezbędne na początku jego życia. Do rozwoju przyczynia się jednak frustracja. Jeśli więc każda potrzeba zostaje zaspokojona, zanim nawet zostaje wypowiedziana, to rozwój (rozumiany jako budowanie autonomii) zostaje zahamowany na rzecz wejścia w zależność. Opiekunowie tacy, doświadczając nieustannie obaw o bezpieczeństwo dziecka, hamują przejmowanie przez nie inicjatywy, podejmowanie ryzyka czy popełniania błędów. Mogą „zarażać” je własnymi obawami albo, jak w przypadku osób autorytarnych, karać za takie zachowania czy ich zakazywać. Efektem tego jest ukształtowanie u dziecka poczucia bycia niekompetentnym, niezaradnym, mało skutecznym.

Dzieci jednak dorastają, wychodzą z domu, spotykają rówieśników…

A z czasem zaczynają się buntować i znajdują swoją drogę do uzyskania autonomii… Jednak nie wszyscy. Rówieśnicy mogą odrzucać tzw. mami-synków, którzy zwracają się wtedy ku relacji z opiekunami. I koło się zamyka. Sięganie po środki psychoaktywne może stać się wtedy sposobem na radzenie sobie z nieprzyjemnymi uczuciami, takimi jak lęk, niepokój, bo życie rządzi się swoimi prawami i wymusza sytuacje, kiedy trzeba postąpić w sposób samodzielny. Skuteczność działania tych substancji będzie powodować częstsze sięganie po nie, a to – uzależnienie. Możliwy jest również scenariusz, w którym osoba zależna, dystansując się od opiekunów, staje się zależna od grupy rówieśniczej. Wobec niej staje się uległa, nie potrafi odmówić, przeciwstawić się. Jak wiemy, w okresie dorastania rówieśnicy i bycie akceptowanym przez nich potrafią być wszystkim. Co dopiero, gdy mówimy o osobie z cechami osobowości zależnej?! Okres dorastania jest okresem różnorakich eksperymentów, także tych z używkami. Otrzymanie aprobaty od rówieśników i poczucie uwolnienia od opiekunów może stać się jednym z przyczyn rozwoju uzależnienia.

Rozumiem, że poszukując niezależności bądź radząc sobie z koniecznością bycia niezależnymi, osoby te często popadają w zależność od substancji.

Każdy z nas oscyluje między zależnością a autonomią. Osoby o osobowości zależnej „wybierają” zawsze zależność. Często osoby te zgłaszają się na terapię, gdy poziom cierpienia w relacji, w której są, staje się nie do zniesienia bądź w sytuacji, gdy relacja zostaje zerwana (np. śmierć opiekuna, utrata związku). Dla terapeutów bywa to nie lada wyzwanie. Element zależności jest nieuniknionym w terapii, zresztą nie tylko w niej. Początkowo osoby takie mogą być odbierane jako „wdzięczni pacjenci”. W miarę upływu czasu stają się zależni od terapeuty, który w narastający sposób zaczyna mieć poczucie, że ma decydować i brać (nieadekwatną) odpowiedzialność za to, jak pacjent postąpi i jakie poniesie konsekwencje. Poza omawianiem tak ukształtowanej relacji terapeutycznej, pacjenci są wzmacniani za różne formy niezależności. Niejednokrotnie terapeuci pracują nad negatywnymi przekonaniami na temat siebie i własnej skuteczności, konstruktywnym radzeniem sobie z lękiem, a także rozpoznawaniem i konstruktywnym korzystaniem ze złości. Przydatny w przebiegu terapii może być także udział w treningu asertywności. Staje się okazją do przećwiczenia odmowy, stawiania granic czy wyrażania własnego zdania.

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Pachciarek – psycholog, specjalista psychoterapii uzależnień, w trakcje szkolenia psychoterapeutycznego w Instytucje Analizy Grupowej „Rasztów”. Zawodowo związana z ośrodkiem stacjonarnym NZOZ „Cisowa” w Czarnym Lesie pod Grodziskiem Mazowieckim. Pracowała także w poradni, gdzie prowadziła m.in. grupę zapobiegania nawrotom.

Udostępnij

Skomentuj

Skip to content